Iliada (fragmenty)

Księga I

Μῆνιν ἄειδε θεὰ Πηληϊάδεω Ἀχιλῆος
οὐλομένην, ἣ μυρί᾽ Ἀχαιοῖς ἄλγε᾽ ἔθηκε,
πολλὰς δ᾽ ἰφθίμους ψυχὰς Ἄϊδι προΐαψεν
ἡρώων, αὐτοὺς δὲ ἑλώρια τεῦχε κύνεσσιν

 

Gniew, Bogini, opiewaj Achilla, syna Peleusa,
zgubę niosący i klęski nieprzeliczone Achajom,  
co do Hadesu tak wiele dusz bohaterów potężnych   strącił,
a ciała ich wydał na pastwę sępom drapieżnym  
oraz psom głodnym. Tak Dzeusa dokonywała się wola.
Zwłaszcza od dnia, gdy w niezgodzie przeciwko sobie stanęli  
władca narodów Atryda i bogom równy Achilles.       
Który to z bogów do waśni wzajemnej obu podburzył?  
Dzeusa i Leto syn, bowiem na króla ten rozgniewany  
zesłał zarazę na wojsko, ginęły całe narody.   
Mścił się za swego kapłana, Chryzesa, któremu Atryda 
czci nie okazał.

(...)

 

Przez dziewięć dni na wojsko śmiertelne szły ciosy,
Dziesiątego Achilles cały lud zwoływa,
Bo tę myśl w piersi Hera wlała mu życzliwa,
Bolesna, widząc swoich Achajów zagładę.
Zatem, gdy się na walną zgromadzili radę,
Możny Achilles tymi zaczął słowy:
Teraz się bardzo lękam, synu Atrejowy,
Abyśmy obłąkani wpośród morskich brodów
Nie musieli powracać do ojczystych grodów,
Jeżeli tu na zawsze nie zamkniem powieki,
Bo i wojna okrutna, i mór niszczy Greki.
Niech wieszcz lub kapłan powie, skąd ta chłosta sroga,
Albo snów tłumacz wierny – wszakże sny od boga?(...)
 
Wstał Testora syn, Kalchas, pierwszy w swym urzędzie:
Zna, co jest, zna, co było, zna nawet, co będzie;
Mądry i duchem wieszczym od Feba natchnięty(...)
 
(...)Ani dla ofiary,
ani dla ślubów, rzecze, zesłane są kary;
wzgarda świętego sługi ściągnęła te stratę.
Nie chciał wydać król córki, odrzucił zapłatę,
Dlatego między nami zaraza się szerzy,
I nie wprzódy się w swoim gniewie Feb uśmierzy,
Aż król powróci zdobycz, którą dotąd trzyma,
I darmo odda brankę z czarnymi oczyma.(..)
 
Gdy przeszło dni dwanaście, nieśmiertelne bogi
W niedostępne Olimpu wracają się progi,
Kronid przoduje wszystkim do górnej stolicy.
Tetys, pomna synowi danej obietnicy,
Zostawia ojca, rzuca niezgłębione morze,
I do nieba o rannej dostaje się porze.
Kronida, który grzmiące pioruny zapala,
Na wierzchołku Olimpu był od bogów z dala.
Siada przed nim bogini z pokorną postawą,
Ręką lewą kolana, brodę ściska prawą
I rzecze: Bogów ojcze, jeślim kiedy ciebie
Lub uczynkiem, lub słowem ratowała w niebie,
Skłoń ucho na me prośby, pamiętny przysługi:
Daj cześć synowi memu, gdyś wiek dał niedługi!
Widzisz, jako nad ciężką obelgą łzy roni:
Wydarł mu gwałtem Atryd owoc dzielnej dłoni;
Ale ty go przynajmniej uczcij, mądry boże,
Niech twoja ręka w bitwach Trojany wspomoże,
Niech górują nad Greki, odnoszą zwycięstwa,
Aż póki ci nie uczczą mego syna męstwa. (...)
Kronid, ciężko westchnąwszy: Prosisz o rzecz twardą.
Jakie troski dla mojej stąd wynikną głowy! (...)
Znowu się będzie trzeba z małżonką ucierać,
A i tak mi wyrzuca, żem Troję rad wspierać.(...)
Księga III
 
Pallada nowym ogniem Tydejdę[1]  zagrzewa,
Swoje mu w piersi męstwo i swój zapał wlewa,
By wszystkich bohaterów przeszedł rycerz śmiały,
A przez to nieśmiertelnej zyskał wieniec chwały.(...)
Uzbroiwszy, tam pchnęła swojego rycerza,
Gdzie się najbardziej pożar wojenny rozszerza. (...)
 
Postrzegł Ares idących przeciw sobie śmiało,
Porzuca zabitego Peryfanta ciało,
A sam na nich pośpiesza. Gdy już byli z bliska,
Pierwszy on oszczep silny silną ręką ciska,
Pewny, że jego grotem Dyjomed polegnie.
Ponad jarzmem i lejcem środkiem pocisk biegnie,
Lecz go chwyta siedząca na wozie bogini,
Na bok zwraca i próżny boga zamach czyni.
Znowu z kolei pocisk Dyjomed wymierzył:
Od Pallady niesiony, tam oszczep uderzył,
Gdzie nad stanem rycerski pas się rozpościera;
Wyciągnęła go Pallas; z poniesionej rany
Tak donośnie zaryczał bóg Ares miedziany,
Jako dziewięć lub dziesięć tysięcy by razem
Krzyknęło ludzi, krwawym walczących żelazem.
 
Księga XVI
Kiedy ci przy okręcie zwodzą bój okrutny,
Przed obliczem Achilla staje Patrokl smutny;
A jako zdrój spod skały hojne wody toczy,
Tak obfitymi łzami płyną jego oczy.(...)
Daruj łzom, najmężniejszy z Greków, przyjacielu!
Trudno ich nie wylewać wśród nieszczęść tak wielu...
Oby nigdy gniew taki nie zajął mej duszy!
Godnaż chwały w złem stałość? Nic cię więc nie wzruszy?
Jeśli Greków nie wesprzesz w tak okrutnej dobie,
Któż z rąk twych będzie pomoc obiecywał sobie?(...)
Pozwól, niechaj ja pójdę z mężnymi Ftyjoty[2]
I za bogów pomocą zbawię greckie roty.
Daj twą zbroję! Trojanin tę ujrzawszy postać
I mnie biorąc za ciebie, nie będzie śmiał dostać,
Wstrzyma zapęd; Grek wytchnie, gdy wsparcie obaczy,
A i lekkie wytchnienie w boju wiele znaczy.
Kiedy świezi wpadniemy na lud zmordowany,
Samym krzykiem odeprzem pod miasto Trojany.
Tak Patrol do Achilla tkliwy głos zanosił. –
Nieszczęśliwy! Nie wiedział, że o zgubę prosił. (...)
 
 
Pod Patroklem w porządku szły mężne Ftyjoty,
Aż też niedługo wpadły na trojańskie roty.(..)
 
(...) Feb mu w przerażającej postaci zaskoczył:
Nie mógł go Patrokl widzieć, bo się mgłą otoczył.
On boską dłoń spuściwszy, w plecy go uderza:
Rozciągają się cienie przed okiem rycerza...
On mu wytrąca oręż, obnaża ze zbroi:
Zadumiały, zmieszany, Patrokl w miejscu stoi –
Odrętwienie żadnego nie da zrobić kroku
Wtedy Euforb z oszczepem przyskakuje z boku: (...)
 
Boską ręką i ludzkim osłabiony ciosem,
Zaczął uchodzić rycerz przed ostatnim losem.
Obaczywszy to Hektor, wpośród zbrojnej rzeszy
Z żelazną w ręku dzidą za Patroklem śpieszy
I aż w głębi wnętrzności raz utapia mściwy.
Padł z łoskotem i smutkiem napełnił Achiwy.
A jak odyniec, uciec nieznający podle,
Walczy na górach ze lwem przy maleńkim źródle,
Siła chcąc rozstrzyc, kto z nich wody się napije,
Wreszcie lew zziajanego odyńca zabije;
Tak Patrokla, co strasznie na Trojan się srożył,
Dzidą przebiwszy, Hektor na miejscu położył.
 
Księga XXII
 
Achillu! – mówi Hektor – dość bojum się wzdrygał!
Już nie będę uciekał, ni ty będziesz mnie ścigał.
Przejęty trwogą trzykroć te mury obiegłem,
I dawniej się chroniłem, gdy ciebie postrzegłem.
Inne w sobie natchnienie czuję w tę godzinę:
Będę się bił walecznie – umrzesz lub ja zginę.
Ale wprzódy umowę zróbmy w świętej wierze,
Niech bogi, świadki nasze zaręczą przymierze:
Jeśli mnie da bóg ciebie na placu położyć,
Przysięgam, że nie będę nad trupem się srożyć,
Boską twą zbroje wezmę. Grekom oddam ciało;
Żądam tylko, by ze mną podobnie się stało.
- Co – zawoła Achilles, a wzrok wściekły toczy –
mnież i ciebie wzajemna umowa zjednoczy?
Jak nie masz między ludźmi i lwami przymierza,
Jako nigdy wilkowi baran nie dowierza,
Lecz w wiecznej żyją wojnie: tak nie masz sposobu,
By jaki węzeł zgody połączył nas obu. (...)
 
Broń się mej dzidy, chcącej twoją krwią się skropić!
Obym ją mógł całą w twych piersiach utopić!(...)
 
 
 
 
(...)Mała tylko część gardła jego odsłoniona,
Gdzie kość połącza miękką szyję i ramiona,
Lecz tędy duch żywotny najłatwiej wychodzi.
W to miejsce grotem Pelid[3]  zapalony godzi.(...)
 
Padł Hektor, nad nim Achill chełpliwie wykrzyka:
Hektorze! Przyjaciela mego gdyś obalił,
Jakżeś mógł sobie tuszyć, abyś się ocalił?
Nie dała ci pomyśleć duma zaślepiona,
Że Patrokl miał mściciela, który cię pokona.
Psy i sępy haniebnie pożrą cię pod niebem,
Jego Achaje uczczą wspaniałym pogrzebem.
 
 
 
Księga XXIV
 
Pryjam wysiadł na ziemię, został Idaj czuły,
Aby pilnował z wozem rumaki i muły.
Do mieszkania Achilla starzec prosto zmierza. (...)
 
Wszedł Pryjam cicho, ukląkł, za nogi uchwycił
I rękom srogim, które w podziemne otchłanie
Tylu wtrąciły synów, dał pocałowanie.(...)
 
Pomnij na ojca swego, boski Achillesie!
W równym on ze mną wieku, w ostatnich lat kresie!
Może niesprawiedliwi cisną go sąsiedzi,
Nie ma, kto by złe odparł, pod którym się biedzi:
Jednak słysząc, że żyjesz, wolny od rozpaczy
Krzepi się tą nadzieją, że syna obaczy,
Gdy z Troi do ojczystej powrócisz krainy;
Lecz ja, najnieszczęśliwszy, miałem dzielne syny,
Z których podobno żaden żywy nie zostaje,
Odkąd wojnę przynieśli przed nasz gród Danaje[4] ...(...)
Hektor zginął od ciebie, walcząc za ojczyznę.
Po niego tu przychodzę. Uczcij mą siwiznę!
Masz okup wielkiej ceny, masz drogie ofiary:
Szanuj bogi, Achillu, nie gardź mymi dary!
Przypomnij ojca, obu nas ciężar lat gniecie.
Możeż być kto ode mnie biedniejszy na świecie? (...)
 
Rzekł. Na wspomnienie ojca rycerz czule wzdycha
I z wolna rękę starca od siebie odpycha. (...)
Pofolgowawszy sercu łzami obfitemi,
Wstał i podając rękę podniósł starca z ziemi;
Wzruszyła go poważna głowa, broda siwa,
Na koniec się do niego w tych słowach odzywa:
O, nieszczęśliwy starcze! Coś ty nędzy zażył! (...)

 


[1]  Tydejda – Diomedes, król Argos, syn Tydeusza, wojownik po stronie Greków.

[2] Z Ftyjoty – z Ftyjotami, mieszkańcami Ftyi, dziedzictwa Achillesa.

[3] Pelid – syn Peleusa, czyli Achilles.

[4] Danaje – Dantowie, Achajowie, Grecy