Polecam stronę  www poświęconą
Jackowi Kaczmarskiemu

www.kaczmarski.art.pl

 

 

 

 

 

 

 

 

A poniżej - mój wybór tekstów do lekcji: Spadek sarmacki. Maleńki wycinek twórczości Jacka Kaczmarskiego, nie do budowania mitów, tylko do refleksji, zadumy nad naszymi korzeniami, nad spadkiem po przodkach, nad przeszłością i jej wpływem na teraźniejszość. 

Warchoł

Posłuchaj:

Warchoł! - krzyczą. Nie zaprzeczam, 
Tylko własnym prawom ufam: 
Wolna wola jest człowiecza, 
Pergaminów nie posłucha. 

Boska ręka w tym, czy diabla, 
Szpetnie to, czy właśnie pięknie - 
Wola moja jest jak szabla: 
Nagniesz ją za mocno - pęknie. 

A niewprawną puścisz dłonią - 
W pysk odbije stali siła; 
Tak się naucz robić bronią, 
By naturą swą służyła. 

Sprawa ze mną - jak kraj ten stara 
I jak zwykle on - byle jaka. 
Nie zrobili ze mnie janczara - 
Nie uczynią też i dworaka. 
Wychwalali zasługi i cnoty, 
Podsycali pochlebstwem wady,
A ja służyć - nie mam ochoty, 
Warchołowi - nikt nie da rady! 

Lubię tany, pełne dzbany,
Sute stoły i tapczany,
Płeć nadobną - niesurową
I od święta - Boże Słowo.

Lecz ni ksiądz, ni okowita
Piekłem straszy, niebem nęci,
Ani żadna mnie kobita
Wokół palca nie okręci.

Mój ból głowy, moja skrucha,
Moje kiszki, moja franca,
Moja wreszcie groza ducha,
Gdy Kostucha rwie do tańca!

Sprawa ze mną - jak kraj ten stara 
I jak zwykle on - byle jaka. 
Nie zrobili ze mnie janczara - 
Nie uczynią też i dworaka. 
Wychwalali zasługi i cnoty, 
Podsycali pochlebstwem wady,
A ja służyć - nie mam ochoty, 
Warchołowi - nikt nie da rady! 


Jakbym ja był człowiek z wosku
W rękach wodzów, niewiast, klechów -
Mógłbym ich zostawić troskom
Cały ciężar moich grzechów.

Ale znam tych stróżów mienia,
Sędziów sumień, prawdy zakon
Spekulantów odkupienia -
Bo znam siebie - jako tako.

 

Tradycja

Posłuchaj:

Rokosz

Dosyć mamy tego, co było,
- Panowie szlachta! W górę czuby!
- Nie da dobrocią się - to siłą
Strzec przed hetmanem praw swych zguby!
- Furda podpisy i układy!
- Kłamie inkaust, krew jest szczera!
- Układ, by powód był do zdrady,
Podpis jest, by się go wypierać!

- Dalej na Zamek!
- Dalej! Dalej!
- Precz z hetmanem!
- Precz!
W potrzebie wzywa nas ku chwale
Pospolita Rzecz!

Niech z czeluści piekieł bestie
Wyciągają ku nam szpony;
Hufce bronią nas niebieskie,
Świetliste bastiony.
Niech diabelskim wynalazkom
Bije ciemny świat pokłony,
Nas czekają z bożą łaską
Niedoczesne trony

- Dosyć mamy tego, co jest!
- Panowie szlachta! Do pałaszy!
- Starczy po gardle ostrza gest
A kundel kanclerz się wystraszy!
- Furda odezwy, sądy, pozwy,
- Łżą płaczki, żeśmy rokoszanie!
- Ich matactw my ofiarne kozły,
Padnie kraj, jeśli nas nie stanie!

- Dalej na wieżę!
- Dalej! Dalej!
- Precz z kanclerzem!
- Precz.
W potrzebie wzywa nas ku chwale
Pospolita Rzecz!

Niech z czeluści...

- Dosyć mamy tego, co będzie!
- Panowie szlachta! Po buławy!
- Niech jeden z nas na tronie siędzie
I weźmie w ręce nasze sprawy!
- Uniesiem razem władzy ciężar
W zamian ojczyzny skarbiąc miłość!
Wiedział nasz pradziad jak zwyciężać,
Niech zatem będzie tak, jak było!

- Dalej na szańce!
- Dalej! Dalej!
- Precz z pomazańcem! - Precz!
W potrzebie wzywa nas ku chwale
Pospolita Rzecz!

Niech nam obce chwalą wzory
Niemce, Szwedy, Angielczyki -
Nie nauczą nas pokory
Czarcie ich praktyki!
Niechaj słucha się litery
Kto się nie ma za człowieka,
Nas za wiarę w zapał szczery
Wiekuistość czeka!

 

 

Elekcja

Posłuchaj:

Ramiona do nieba wzniesione wzburzeniem, 
Łacina spieniona na wargach. 
Żył sznury na skroniach, przekrwione spojrzenie, 
Przekleństwo, modlitwa lub skarga.

Pod nos podtykane i palce, i pięści,

Na racje oracji trwa bitwa, 
Szablistą polszczyzną tnie, świszcze i chrzęści 
Przekleństwo, skarga, modlitwa. 

"Czas ratować państwo chore, 
Szlag mnie trafia - ergo sum
Po sąsiadach partię zbiorę, 
Uczynimy szum!" 

Ten Prusom gardłuje, ten Wiednia partyzant,
Ów ruskiej się chwyta sukienki,
A troską każdego szczęśliwa ojczyzna -
Stąd modły, przekleństwa i jęki.
Polityką zwie się ów spór Panów Braci,
W kolokwiach elekta z elektem;
Schlebiają szarakom złociści magnaci
Wśród jęków, modlitw i przekleństw.

"Czas ratować państwo chore...

Pojedziemy do stolicy,
Wszak Warszawa to nie Rzym.
Tam rabują przedawczycy,
Poświecimy im!"

Co czub i wąsiska - to wróż i historyk,
Niezbite też ma argumenta;
Lecz Wiednie Sobieskich i Pskowy Batorych
Dziś każdy inaczej pamięta!
Więc grunt to obyczaj, obyczaj - rzecz święta,
By Rzeczpospolita zakwitła.
Niech rządzi kto bądź –

byle wolnych nie pętał,
W przekleństwach, skargach, modlitwach!

"Czas ratować państwo chore...

Pojedziemy do stolicy...

Jest nas patriotów siła,
Żaden nam nie straszny wróg,
A Ojczyzna sercu miła
I łaskawy Bóg.

Rozniesiemy na szabelkach
Zdrajców, co nam wodzą rej;
Rzeczpospolita jest wielka
Starczy dla nas jej!"

Ramiona do nieba wzniesione przed zgonem,
Krew czarna zaschnięta na wargach,
A w oczach otwartych milczenie zdumione
I skarga...

Rozniesiemy na szabelkach
Zdrajców, co nam wodzą rej;
Rzeczpospolita jest wielka
Czy 
Starczy dla nas jej?

Według Gombrowicza narodu obrażanie

Polak to embrion narodziarski,
Z lepianek począł się, z zaścianków,
Z najazdów ruskich i tatarskich,
Z niemieckich katedr, włoskich zamków.
W genealogii tej określił
oryginalny naród się by,
Gdyby się uczył własnej treści,
Zamiast przymierzać cudze gęby.
Chrystusem był i Rzymianinem
I w tej sprzeczności żył i wyżył.
To dźwigał krzyż i czyjąś winę
To znów na szyi tylko krzyżyk.
U Żyda pił, batożył Żyda
A przed żydowską Matką klękał
I czekał łaski malowidła.
Najświętsza ratuj go Panienka!.
Nie lubi stwarzać się, być chciałby,
Wszak Bóg rzekł: Niech się stanie Polak,
A szatan w płacz: Das ist unglaublich.
Nieszczęsna w Polsce moja dola.
Słusznie się lęka pan ciemności
Że ciężko będzie miał z Lachami.
W szczegółach przecież diabeł gości,
A Polak gardzi szczegółami.
Nie lubi tworzyć, lecz zdobywać,
Gdy niedostatek mu doskwiera.
Uchodzi więc za bohatera,
Ale nim nie jest, chociaż bywa.
Gdy świat przeszyje myśli błyskiem
I wielką prawdę w lot uchwyci
To straci na niej zamiast zyskać
I jeszcze będzie się tym szczycił
Jak dziecko lubi się przebierać
Powtarzać słowa, miny, gesty,
W dziadkowych nosić się orderach
I nigdy mu niczego nie wstyd.
Okrutny bywa lub przylepny,
W swoim pojęciu niekaralny,
Bo uczuciowo nieokrzepły,
Dojrzewający, embrionalny.
W niewoli za wolnością płacze,
Nie wierząc, by ją kiedyś zyskał.
Toteż gdy wolność swą zobaczy,
Święconą woda na nią pryska.
Bezpiecznie tylko chciał gardłować,
I romantycznie o niej marzyć,
A tu się ciałem stały słowa
I Bóg wie, co się może zdarzyć.
Oto wzór dla świata:
Pan się z chamem zbratał.
Nie ma pana, nie ma chama,
Jest bańka mydlana.
Aż się słyszeć grom dał,
Z bańki będzie bomba
Z bomby błysk, czyli blitz.
Znowu nie ma nic

Rejtan, czyli raport ambasadora (wg obrazu J. Matejki)

Wasze wieliczestwo, na wstępie śpieszę donieść:
Akt podpisany i po naszej myśli brzmi.
Zgodnie z układem wyłom w Litwie i Koronie
Stał się dziś faktem, czemu nie zaprzeczy nikt.

Muszę tu wspomnieć jednak o gorszącej scenie,
Której wspomnienie budzi we mnie żal i wstręt,
Zwłaszcza że miała ona miejsce w polskim sejmie,
Gdy podpisanie paktów miało skończyć się.

Niejaki Rejtan, zresztą poseł z Nowogrodu,
Co w jakiś sposób jego krok tłumaczy mi,
Z szaleństwem w oczach wszerz wyciągnął się na progu
I nie chciał puścić posłów w uchylone drzwi.

Koszulę z piersi zdarł, zupełnie jak w teatrze,
Polacy - czuły naród - dali nabrać się:
Niektórzy w krzyk, że już nie mogą na to patrzeć,
Inni zdobyli się na litościwą łzę.

Tyle hałasu trudno sobie wyobrazić!
Wzniesione ręce, z głów powyrywany kłak,
Ksiądz Prymas siedział bokiem, nie widziałem twarzy,
Evidemment, nie było mu to wszystko w smak.

Ponińskij wezwał straż - to łajdak jakich mało,
Do dalszych spraw polecam z czystym sercem go,
Branickij twarz przy wszystkich dłońmi zakrył całą,
Szczęsnyj-Potockij był zupełnie comme il faut.

I tylko jeden szlachcic stary wyszedł z sali,
Przewrócił krzesło i rozsypał monet stos,
A co dziwniejsze, jak mi potem powiadali,
To też Potockij! (Ale całkiem autre chose).

Tak a propos, jedna z dwóch dam mi przydzielonych
Z niesmakiem odwróciła się wołając - Fu!
Niech ekscelencja spojrzy jaki owłosiony!
(Co było zresztą szczerą prawdą, entre nous).

Wszyscy krzyczeli, nie pojąłem ani słowa.
Autorytetu władza nie ma tu za grosz,
I bez gwarancji nadal dwór ten finansować
To może znaczyć dla nas zbyt wysoki koszt.

Tuż obok loży, gdzie wśród dam zająłem miejsce,
Szaleniec jakiś (niezamożny, sądząc z szat)
Trójbarwną wstążkę w czapce wzniósł i szablę w pięści -
Zachodnich myśli wpływu niewątpliwy ślad!

Tak, przy okazji - portret Waszej Wysokości
Tam wisi, gdzie powiesić poleciłem go,
Lecz z zachowania tam obecnych można wnosić
Że się nie cieszy wcale należytą czcią.

Król, przykro mówić, też nie umiał się zachować,
Choć nadal jest lojalny, mogę stwierdzić to:
Wszystko, co mógł - to ręce do kieszeni schować,
Kiedy ten mnisi lis Kołłątaj judził go.

W tym zamieszaniu spadły pisma i układy.
"Zdrajcy!" krzyczano, lecz do kogo, trudno rzec.
Polityk przecież w ogóle nie zna słowa "zdrada",
A politycznych obyczajów trzeba strzec.

Skłócony naród, król niepewny, szlachta dzika
Sympatie zmienia wraz z nastrojem raz po raz.
Rozgrywka z nimi to nie żadna polityka,
To wychowanie dzieci, biorąc rzecz en masse.

Dlatego radzę: nim ochłoną ze zdumienia
Tą drogą dalej iść, nie grozi niczym to;
Wygrać, co da się wygrać! Rzecz nie bez znaczenia,
Zanim nastąpi europejskie qui pro quo!