Ogród miłości

Nie zawsze strzały Kupido zawodzi, 
     Czasem luk złoży i bez broni chodzi
I gospodarskiej pilnując pogody,
     Gracuje z trawy pafijskie ogrody. 
W ogrodzie jego zioła są nadzieje,
     Chwast - obietnice, które wiatr rozwieje,
Męczeństwa, posty są suche gałęzi,
     Labirynt - pęta, w których swoje więzi,
Niewola - kwiatkiem, owocem jest szkoda, 
     Fontaną - oczy i gorzkich łez woda, 
Wzdychania - letnim i miłym wietrzykiem,
     Nieszczerość - łapką, figiel - ogrodnikiem, 
Szalej, omylnik, to są pierwsze zioła, 
     Które głóg zdrady otoczył dokoła;
Nadto ma z muru nieprzebyte płoty,
     Gdzie wapnem - troska, kamieniem - kłopoty.
Jam w tym ogrodzie przedniejszym kopaczem,
     Ja wsiawszy moje tęsknicę i płaczem 
Skropiwszy, orzę skały twardej Tatry, 
     Wisłę uprawiam i żnę płonę wiatry.

Niestatek I

Niestatek II

Oczy są ogień, czoło jest zwierciadłem,
     Włos złotem, perłą ząb, płeć mlekiem zsiadłem,
Usta koralem, purpurą jagody -
     Póki mi, panno, dotrzymujesz zgody.
Jak się zwadzimy - jagody są trądem,
     Usta czeluścią, płeć blejwasem bladem,
Ząb szkapią kością, włosy pajęczyną,
     Czoło maglownią, a oczy perzyną.

Cuda miłości

Na krzyżyk na piersiach jednej panny

 

Nagrobek Perlisi

Perła tu leży, nie ta, co Szczęśliwe
     Wyspy więc noszą ani brzegi krzywe 
Oryjentalskie, ani te skorupy,
     bogate w sobie kryją łupy.
Kosztowniejsza to perła, która siła
     Wraz w sobie skarbów bogatych nosiła:
Nos załamany, sierć bielsza niż wełna,
     Miększa niż tyrski jedwab, niż bawełna, 
Oczy wypukłe, ogon zatoczony
     I w kilka kręgów pięknie ucerklony, 
Wzrost niezwyczajny, mały i sudanny,
     Jak do rękawka potrzebują panny - 
Owa co kiedy nadobnego było
     W malteńskich pieskach, jej samej służyło. 
A przy tym dowcip i wdzięczne pieszczoty,
     Wierność i co jest we psiech tylko cnoty, 
I ochędóstwo niezwyczajne miała,
     I tym się w łasce swej paniej trzymała. 
Pies ją niebieski żywota pozbawił,
     Ale postrzegszy, co niechcący sprawił, 
Zawył lamenty trąbą swą do góry
     I za żałobę przywdział czarne chmury. 
Płakał jej pokój i łóżka płakały,
     Płakał i ciepły komin owdowiały:
Płacze i łzami kosztownymi ani
     Da się utulić nad nią moja pani. 
Sam się śnieg śmieje, bo za tym pogrzebem
     Bielszego nadeń nie masz nic pod niebem.