Kilka wierszy z cylku Anka, poświęconego tragicznie zmarłej córce poety.

Firanka

Otworzyłem okno, a firanka pofrunęła ku mnie,
jak Anka
w trumnie.
Biała firanka, błękitne zasłony,
zaszeleściło...
O! pokaż mi się od tamtej strony! Jesteś? Jak miło!...
Jak miło... jak miło... jak strasznie, moja miła...
Ja już chyba nie zasnę... Firanka?... Czy tyś tu była?

W zachwycie i grozie

Moja córka, moja córka umarła!...
Jak sercu powiedzieć: nie płacz,
kiedy rozpacz serce    przeżarła,
 a to serce wyrwać i zdeptać? 

Moja córka... Ach! żadnej kochance 
nie mówiłem tak siebie do dna
 jak Ance...
A była mi ona podobna

do świata, który się stawał
 w zachwycie i grozie,
a jam serce gorące podawał 
na mrozie.

Obietnica

Córeczko moja daleka, 
pusto, pusto koło mnie, 
serce krwawi i czeka, 
ono nie umie zapomnieć.

Umarłaś, lecz niezupełnie: 
nadal razem się trudzim. 
Com ci obiecał — spełnię: 
wiersz mój odniosę ludziom,

by dawał pokój i światło,
miłość, nadzieję, radość,
choć niełatwo, córeczko, niełatwo
 nieść wiersz i pod nim upadać…

Ta noc straszliwym ptaszydłem 
siadła na mnie i kracze.
Oberwę, oberwę jej skrzydła, 
wyrwę się, wyrwę rozpaczy.

Moje serce

Moje serce — serce fizyczne —
jest przedmiotem lekarskich dociekań, 
i na ogół banalnie życzą mi, 
żebym stu lat doczekał.

Moje serce – serce bolesne – 
przedmiotem jest niepokoju,
o jedną osobę jest mi
za mało w pustym pokoju.

Kochanki życia – gdzież są?
Czy mnie ktoś wzywa? 
Może ta łza pod rzęsą
to moja córka  nieżywa?

Od zachwytów aż do otępień
 huśta serdeczna huśtawa,
 i mówią mi ludzie tępi:
sława.

Niech sobie śpiewa słowik
dla innych wieczory i ranki,
ja bym skonał za zmrużenie powiek
Anki.

Na uboczu

Mamo, ja nie wierzę w żadne gusła:
czarny kot, trzynastka, wyjazd w poniedziałek,
a czasem w oczy zajrzy taka pustka,
o której nie wiedziałem..    

Mama miała wstręt do myszy,
Anka nie znosiła pająków,    
a ja czasem nie znoszę ciszy
i za dnia białego się błąkam.    

Czasem jest mi jeszcze trochę gorzej,    
niż może być od chwil najgorszych,    
a wtedy myślę: może    
połknę i tę gorycz.    

Na grób córki rzadko chodzę    
 (mógłbym taksówką),    
ale tam myszy są po drodze,    
poniedziałki, trzynastek mnóstwo.

 Nie wierzę ja w żadne przesądy,    
materialista dziejowy,    
a jak sobie na uboczu siądę:    
słowo, płaczące słowo.

Jasność

Obudziłem dobrego pisarza,
byłem trochę zawiany;
to się zdarza,
jestem z tego przesadnie znany.

Obudziłem go w dobrym celu
i wiersz położyłem obok,
powiedziałem mu: „Przyjacielu,
patrz: obłok,

przyjrzyj się, to moja córka,
widzisz, fruwa,
spójrz — takie same piórka..."
i łeb mi się mgłą zasnuwa...

A ja z tej mgły chcę uciec
w jasność,
powrócić do jasności, powrócić,
zasnąć.